WNĘTRZE. KOŚCIÓŁ WIECZÓR
Przygarbiony STARUSZEK klęczy przy świętym obrazie i modli się. Ma pochyloną głowę i widać, że jest całkowicie pochłonięty tym, co robi. Nie zwraca uwagi na ludzi, którzy przechodzą koło niego. O klęcznik jest oparta foliowa torba.
STARUSZEK(OFF)
Panie Boże nie proszę cię o wiele. Wiem, że tam jesteś i słuchasz mnie. Przecież to tylko mały chłopiec, który nie zdążył nacieszyć się życiem. On nie wie, co to jest życie. I nigdy się nie dowie, bo chcesz go zabrać do siebie. Dlaczego tak szybko? Mam tylko jego. To on nadaje sens mojemu życiu. Proszę cię, jeszcze nie teraz.
Podchodzi do niego młody KSIĄDZ.
KSIĄDZ
Proszę pana, zamykamy już kościół, musi pan iść.
Staruszek nie zwraca na księdza uwagi i dalej się modli.
STARUSZEK(OFF)
Nie chcesz już ze mną rozmawiać? Wiesz, że tym razem źle postępujesz, więc wysyłasz swoich ludzi. Proszę cię Boże, wszystko w twoich rękach. Wierzę w twoją mądrość i łaskę.
Ksiądz odzywa się znowu, trochę zniecierpliwiony.
KSIĄDZ
Proszę już iść, bo nie możemy zamknąć kościoła, kiedy pan jest w środku. Przecież może się pan modlić w domu. Bóg słyszy nasze prośby wszędzie.
Staruszek dalej nie zwraca na niego uwagi.
STARUSZEK(OFF)
W takim razie, jeszcze się odezwę.
Nagle robi znak krzyża i mówi:
STARUSZEK
W imię ojca i syna i ducha świętego. Amen.
Powoli wstaje z kolan i odwraca się w stronę księdza.
STARUSZEK
Już wychodzę, chciałem tylko skończyć modlitwę.
KSIĄDZ
Dziękuję. Szczęść Boże.
Staruszek kiwa głową, podnosi z ziemi torbę i powoli wychodzi z kościoła.
PLENER. ULICA PRZED KOŚCIOŁEM WIECZÓR
Staruszek staje przed bramą kościoła. Podnosi głowę do góry i patrzy w niebo, z którego powoli, ale gęsto, spadają płatki śniegu. Po chwili kręci głową zrezygnowany i rusza przed siebie. Idzie przygarbiony i nie zwraca na nikogo uwagi. Nagle wpada na niego MŁODY CHŁOPAK. Przewraca staruszka i sam się wywraca. Staruszek i chłopak upuszczają takie same torby. Młody chłopak wstaje szybko, łapie jedną z toreb, rzuca przez ramię:
MŁODY CHŁOPAK
Uważaj jak chodzisz, dziadku!
I ucieka. Staruszek podnosi się powoli. Podbiegają do niego ludzie i pomagają mu wstać.
PRZECHODZIEŃ
Nic się panu nie stało?
STARUSZEK
Nie, nie, wszystko w porządku, dziękuję.
Otrzepuje się, podnosi torbę i odchodzi.
WNĘTRZE. MIESZKANIE STARUSZKA WIECZÓR
Staruszek wchodzi do mieszkania. Rozbiera się i idzie do kuchni. Widać, jak za oknem pada śnieg. Mężczyzna kładzie torbę na stole, a sam siada na taborecie. Po chwili otwiera torbę i zamiera. W torbie znajdują się pieniądze. Staruszek zaczyna je dotykać i liczyć.
STARUSZEK
Tego musi być z pół miliona! Boże, jednak mnie wysłuchałeś! Dziękuję! Dziękuję!
Staruszek łapie torbę. Ubiera się spowrotem i wybiega z domu.
PLENER. ULICA WIECZÓR
Staruszek idzie szybko przed siebie. Po chwili, zza domów, wyłania się budynek szpitala. Staruszek się uśmiecha. Wchodzi na mały most, który łączy dzielnicę szpitalną z miastem. W tym samym momencie zrywa się wiatr i śnieg zaczyna mocniej padać. Staruszek zatrzymuje się na chwile, bo wiatr zaczyna go znosić na boki. Opiera się o balustradę. Po chwili rusza dalej. Trzyma się ciągle balustrady. Nagle przewraca się na fragmencie śliskiego chodnika i upuszcza torbę do wody. Spogląda jak pieniądze wypadają i porywa je wiatr. W jego oczach pojawiają się łzy. Pada na kolanach przy balustradzie i zaczyna płakać. Po chwili zaczyna się podnosić. W tym samym momencie, wiatr przestaje wiać i śnieg spowrotem zaczyna padać spokojnie. Staruszek powoli idzie w kierunku szpitala.
WNĘTRZE. SZPITAL WIECZÓR
Staruszek siedzi przy łóżku, w którym leży jego WNUCZEK. To mały chłopiec, brunet, blady. Jest przypięty do aparatury, która podtrzymuje go przy życiu. Na wykresach widać, że tlą się w nim już tylko jego resztki. Nagle otwiera oczy. Z trudem odwraca głowę w kierunku staruszka. Otwiera usta i z trudem zaczyna mówić.
WNUCZEK
Dziadku, czemu płaczesz?
STARUSZEK
To przez ten wiatr. Nic mi nie jest.
WNUCZEK
Przecież widzę, że jesteś czymś zmartwiony.
STARUSZEK
To nic takiego, cieszę się, że z tobą lepiej.
WNUCZEK
Pan doktor powiedział, że już niedługo będę mógł wrócić do domu.
STARUSZEK
Tak mój mały, to prawda.
WNUCZEK
No widzisz, nie ma się czym przejmować.
STARUSZEK
Cieszę się, że masz dobry humor.
WNUCZEK
Śnieg tak pięknie pada i wprawia mnie w dobry nastrój. Już nie mogę się doczekać, kiedy wyjdę i porzucam się z kolegami śnieżkami.
STARUSZEK
To już niedługo, ale teraz musisz odpoczywać. Prześpij się trochę.
WNUCZEK
Dobrze dziadku.
Wnuczek zamyka oczy. Staruszek patrzy na niego przez chwilę. Wstaje, całuje wnuczka w czoło i wychodzi.
PLENER. ULICA PRZED SZPITALEM WIECZÓR
Staruszek staje przed szpitalem. Śnieg pada spokojnie, nie ma wiatru. Staruszek patrzy w niebo.
STARUSZEK
Dałeś mi nadzieję, która szybko prysła! Taki z ciebie miłosierny Bóg?! Potrafisz tylko karmić ludzi iluzją!
W tym momencie zrywa się silny wiatr i zaczyna mocniej padać śnieg. Staruszek zaczyna się chwiać, ale utrzymuje się na nogach. Kamera odlatuje do góry. Pokazuje całe miasto. Nagle obraz przechodzi w szklaną kulę z podobnym miastem, w której wiruje śnieg. Trzyma ją w ręku MAŁY CHŁOPIEC, który wygląda tak samo jak wnuczek staruszka. Trzęsie kulą zapamiętale, wzniecając śnieg w środku. Przygląda się chwilę jak śnieg powoli opada i woła.
MAŁY CHŁOPIEC
Dziadku! Dziadku! Nic ciekawego się nie stało!
Do pokoju wchodzi DZIADEK, który wygląda tak samo jak staruszek. Podchodzi do małego chłopca, kuca koło niego i patrzy na kulę.
DZIADEK
Jak to nic się nie stało? Zobacz jak pięknie pada śnieg.
KONIEC















Comments
--
shit happens.
--
How am i not myself?
Zalążek nadziei mozna było zastą
W obecnej wersji kłuje mnie to wtrącenie. Ale tak poza tym nieźle.
--
Ale nic to...
--
How am i not myself?
--
How am i not myself?
--
How am i not myself?
kongratulejszon
Previous Page12Next Page