PLENER. TEREN OPUSZCZONEJ FABRYKI DZIEŃ
Na tle ruin fabryki pojawia się napis: GDZIEŚ W ANGLII, 2345 ROK. Napis znika. Po chwili, z przeciwnych stron, wchodzą w kadr dwaj mężczyźni. Jest to JAMES #1 i JAMES #2. Obaj trzymają w dłoniach foliowe reklamówki. Witają się krótkim uściskiem dłoni. Kładą torebki na ziemi. James #1 idzie w kierunku krzaków, które stoją za nimi. James #2 idzie w stronę fabryki. Po chwili wracają na stare miejsce. James #1 niesie torbę z węglem, a James #2 grilla. Ustawiają rzeczy do barbecue. Kiedy wszystko jest gotowe James #1 wyciąga ze swojej reklamówki kiełbaski i ketchup, a James #2, chleb i musztardę. James #1 kładzie kiełbaski na grilla, James #2 kładzie kromki chleba. Zaczynają się rozglądać po okolicy.
JAMES #1
Ładna okolica James, muszę ci to przyznać.
JAMES #2
Tak, tak wiem James. Przychodziłem tutaj zawsze z ojcem, kiedy jeszcze pracował w tej fabryce.
JAMES #1
Rozumiem, że masz z nią związane same miłe wspomnienia.
JAMES #2
Nie specjalnie James, bo widzisz, codziennie przez 15 lat, przychodziłem pod tą fabrykę i czekałem na ojca, aż skończy pracę.
JAMES #1
To ci się chwali James, byłeś przednim berbeciem!
JAMES #2
Na Boga James nie o to mi chodzi! Za każdym razem prosiłem go, żeby mnie zabrał na lody, które były tutaj nie opodal.
JAMES #1
Znając twojego ojca, który był mężczyzną ze wszech miar szlachetnym i uczynnym, nie odmawiał ci.
JAMES #2
Widzisz James, tutaj się mylisz mój drogi druhu. Nie zabrał mnie ani razu.
JAMES #1
Ależ to straszne! Od zawsze wiedziałem, że twój ojciec to łajdak pierwszej wody!
JAMES #2
Nie mówmy już o tym...to było tak dawno temu.
JAMES #1
Masz rację kamracie.
Zapada krępująca cisza. W tym samym momencie, w pełnym planie, z prawej strony wychodzi z kadru mężczyzna. Po chwili Jamesy rzucają się do grilla.
JAMES #1
James, wydaje mi się, że są już dobre.
JAMES #2
Ja bym jeszcze poczekał, James.
JAMES #1
Skoro nalegasz, huncwocie.
JAMES #2
To mi przypomina ten pamiętny wieczorek poetycki u Lady Hamilton.
JAMES #1
Ach James! Było ich przecież tak wiele! Wieczorki poetyckie Lady Hamilton. Wspaniała kobieta. Dama w każdym calu.
JAMES #2
Nie sposób się z tobą nie zgodzić James. To była wielka kobieta. Szkoda tylko, że tak szybko musiała wrócić na łono naszego pana.
JAMES #1
Ale przecież mówiliśmy jej, żeby nie hodowała tego zmutowanego Yorka, bo to się może źle skończyć. Czy nie było tak James?
JAMES #2
A było, było mój drogi. Od początku jej mówiłem, że York, który waży 100 kg i mierzy dwa metry, kiedy stoi na tylnych łapach, nie daje takiej samej frajdy jak zwykły York.
JAMES #1
Właśnie, właśnie! No, bo kto widział Yorka, który chodzi na dwóch łapach?!
JAMES #2
O tym mówię James, o tym mówię.
JAMES #1
A tak swoją drogą, kto normalny nazywa dwumetrowego Yorka Fifi?
Podchodzą do grilla i biorą kiełbaski między kromki chleba. James #1 otwiera ketchup i polewa kanapkę Jamesa #2, natomiast James #2 otwiera musztardę i polewa kanapkę Jamesa #1. Odkładają ketchup i musztardę i stoją tak z kanapkami w ręku. Rozglądają się, jakby czegoś szukali. Po chwili obaj nachylają się do swoich toreb i wyciągają z nich talerze. Kładą na nich kanapki i zaczynają jeść. W tym samym momencie, w planie pełnym, z kadru po lewej stronie znika kobieta.
JAMES #2
Smacznego James!
JAMES #1
Tobie również James!
Zapada chwila ciszy.
JAMES #1
Ale wracając do wieczorków poetyckich Lady Hamilton.
JAMES #2
Ach tak, tak! Dobrze, że mi przypomniałeś James. Otóż pamiętasz ten wieczorek, latem 2338?
JAMES #1
Chodzi ci o ten, z Lady Chatterley, James?
JAMES #2
Dokładnie o ten bracie!
JAMES #1
Nie musisz mi mówić nic więcej. To było coś. Szalona kobieta. Ten temperament, ten wdzięk. Ach! Cały świat do niej należał, James!
JAMES #2
Nie wiem czy świat, ale cnota wszystkich Jamesów w Sheffield na pewno!
JAMES #1
James, twój dowcip wyostrzył się ostatnimi czasy.
JAMES #2
Taka jest prawda! Lady Chatterley była żywiołem, którego nie dało się okiełznać!
JAMES #1
O ile sobie dobrze przypominam James, to Fifi potrafił.
JAMES #2
Dajże już spokój James!
JAMES #1
Przepraszam cię mój drogi, kontynuuj.
JAMES #2
Otóż, Lady Chatterley tak się spodobały moje wiersze, że omal jej nie usidliłem.
JAMES #1
Mój Boże James, co ty opowiadasz?!
JAMES #2
Tak było, tak było. Wy wyszliście grać w krykieta, a ja zostałem sam, na sam z Chatterleyką. Usiedliśmy przy kominku. Ogień skakał wesoło. Wyglądała cudownie, zjawiskowo, jak bogini, która zstąpiła na ziemię, aby dawać ludziom radość. Nachyliłem się w jej stronę i wyszeptałem parę zwrotek do jej ucha. Popatrzyliśmy sobie w oczy...
JAMES #1
James, czy mogę ci przerwać?
JAMES #2
Co znowu?
JAMES #1
Przecież ty nigdy w życiu nie napisałeś wiersza.
JAMES #2
No dobrze, to był tekst jednej z piosenek McCartneya! Czy mogę opowiadać dalej James!
JAMES #1
Ależ proszę, proszę. Zamieniam się w słuch.
JAMES #2
Tak, na czym to ja...a! Popatrzyliśmy sobie w oczy. Uśmiechnęła się delikatnie. Nachyliliśmy się do siebie, aby złączyć nasze rozpalone usta w pocałunku i w tym momencie...
JAMES #1
Niech zgadnę, do saloniku wpadła kula od krykieta?
JAMES #2
Niech ją inne kule biją! Ta przeklęta mała dziwka zepsuła mi cały wieczór!
JAMES #1
Tak, pamiętam to bardzo dobrze. James zaliczył wspaniałe uderzenie. Szkoda tylko, że był zbyt pijany, aby odróżnić baseball, od krykieta.
JAMES #2
Ale to nie wszystko! Kula wybiła szybę, wpadła do pomieszczenia i rozbija szklany stolik na herbatę. Narobiła przy tym takiego hałasu, że oboje odskoczyliśmy od siebie...no i Lady wpadła do kominka.
JAMES #1
A to, dlatego po chwili wybiegła tak szybko z domu i wskoczyła do jeziora. Piękny skok. Mistrzowski. Pomimo tego, że paliła jej się cała sukienka...
JAMES #2
Która i tak była już dosyć skąpa, James.
JAMES #1
...to i tak zdążyła odbić się na trampolinie i zrobić potrójną śrubę. Mówię ci James, diabeł nie kobieta!
JAMES #2
A ja mogłem ją mieć James!
JAMES #1
Ale James, przecież ty i tak jesteś gejem!
JAMES #2
To są szczegóły! A zresztą dla twojej wiadomości James, tylko udawałem geja.
JAMES #1
Na Boga! A po co, ktoś miałby udawać geja!?
JAMES #2
Bo to akurat było w modzie, James! Ty nigdy nie szedłeś za modą, dlatego tego nie zrozumiesz.
JAMES #1
Ależ, co ty opowiadasz James! Ja ciągle idę za modą. Popatrz jak dzisiaj jestem ubrany. Szyk i elegancja.
JAMES #2
James, stary hultaju, to było modne pięć lat temu. Jeszcze przed wybuchem.
JAMES #1
Mieliśmy o nim nie mówić, James! To miało być miłe barbecue na wsi, w wąskim gronie przyjaciół!
JAMES #2
No już dobrze James, już dobrze. Nie będziemy o tym rozmawiać skoro nie chcesz.
Zapada krępująca cisza. Jamesy jedzą kiełbaski. Rozglądają się po okolicy. W tym samym momencie, w planie pełnym, z prawej strony kadru ucieka kolejny mężczyzna.
JAMES #1
James, a jaki związek miała twoja historia z naszym grillem?
JAMES #2
A taki, mój drogi birbancie, że z wściekłości przerobiłem wszystkie kije do krykieta, które znalazłem u Hamiltonki, na brykiet.
JAMES #1
To dlatego od tego czasu musieliśmy zawsze przywozić do niej własny sprzęt! James, jesteś mściwym bękartem, mój druhu.
JAMES #2
To prawda, James! Kto raz ze mną zadrze, może być pewny, że długo nie pożyje!
JAMES #1
Ah James! A pamiętasz swój pojedynek?
JAMES #2
Który?
JAMES #1
No ten, na który wyzwał cię James!
JAMES #2
A ten! Doskonale go pamiętam! To był wiosenny poranek. Wczesnowiosenny! Mgła unosiła się nad polaną. Stanęliśmy naprzeciwko siebie. Popatrzyłem temu bęcwałowi w oczy i zobaczyłem w nich strach! Odeszliśmy od siebie dziesięć kroków. Sędzia krzykną: START! Natychmiast odwróciłem się, z wymierzonym w niego pistoletem i zobaczyłem, że był szybszy. Celował już w moją pierś. Nacisną spust i, James to było cudowne, pistolet mu się zaciął! Naciskał spust chyba ze dwadzieścia razy i nic! Ja spokojnie wymierzyłem w jego głowę, nacisnąłem spust i zabiłem drania. Następnie podszedłem do jego ciała, wziąłem z jego ręki pistolet, skierowałem go w powietrze i nacisnąłem spust. Wystrzelił od razu James, dałbyś wiarę? Tego dnia zrozumiałem, że Wszechmogący wybrał mnie do spełnienia jakiejś specjalnej roli.
JAMES #1
James, byłem twoim sekundantem w tamtym pojedynku.
JAMES #2
Naprawdę? Przysiągłbym, że był nim James!
JAMES #1
Zapewniam cię, że byłem nim ja i trochę inaczej pamiętam ową historię. Strzeliłeś mu w plecy nim sędzia zdążył doliczyć do pięciu. Potem zabiłeś jego sekundanta i sędziego. Następnie pojechaliśmy do domu Jamesa, gdzie zgwałciłeś, a następnie zabiłeś jego żonę i córkę, a potem pojechaliśmy do Ślepej myszy i piliśmy przez trzy dni.
JAMES #2
Faktycznie było tak, ale po pojedynku z Jamesem.
JAMES #1
Może masz rację.
Kolejny raz zapada krępująca cisza. Jamesy gryzą niemrawo kolejne kiełbaski. Znowu z lewej strony, w planie pełnym, ucieka z kadru następna kobieta.
JAMES #1
James, a pamiętasz wyścigi konne? Uwielbiałem je!
JAMES #2
Tak, były wspaniałe James. To napięcie, które im towarzyszyło. Wtedy warzyła się przyszłość każdego z graczy. Mogłeś zostać milionerem z popędem seksualnym słonia, albo biedakiem, którego jedynym pożywieniem jest klej ze znaczków pocztowych.
JAMES #1
Ale mimo to, każdy cieszył się z kolejnych wyścigów. Co tydzień, można tam było spotkać całą śmietankę towarzyską Anglii. Wszyscy bogacze zjeżdżali się, aby obstawiać wygraną swojego konia.
JAMES #2
Nie tylko bogacze, James. Pracująca klasa średnia też tam była.
JAMES #1
Tak? Nigdy nie widziałem nikogo z pracującej klasy średniej James.
JAMES #2
Ano nie widziałeś bracie, ponieważ ten pożal się boże motłoch, miał osobne wejście. Jeszcze do tego by doszło, żeby się to bydło tłoczyło z nami.
JAMES #1
Ale na trybunach też ich nie było.
JAMES #2
Bo oni mieli, dzięki Bogu, specjalne pomieszczenie, w którym czekali na wyniki. Nie mogli wychodzić na trybuny, bo jeszcze by nas czymś zarazili.
JAMES #1
Broń Boże, James! Przecież oni wtedy przenosili tyle chorób i zarazków!
JAMES #2
Spokojnie James, wpuszczano tylko zdrowych. Jeśli ktoś z gruźlicą, albo trądem chciał wejść na zawody, od razu go zabijano.
JAMES #1
Niech żyją królewskie siły zbrojne!
JAMES #2
W naszej obecnej sytuacji, jest to mocno przesadzony slogan James.
JAMES #1
Tak, faktycznie. Wymknęło mi się.
JAMES #2
Nieważne, nie mówmy o tym...James! A pamiętasz jak zawsze po przegranych wyścigach chodziliśmy do palarni opium?
JAMES #1
Tak! Chociaż wydaje mi się, że niektórzy chodzili też po wygranych.
JAMES #2
W sumie chodziliśmy na opium cały czas.
JAMES #1
Czasami szliśmy w sobotę, a wracaliśmy w środę.
JAMES #2
Ach James! To było coś! Kwiat brytyjskiej młodzieży, szukający nowych światów w palarni opium!
JAMES #1
James, James, tam się dopiero działy rzeczy, które się człowiekowi nie śniły w najdzikszych snach!
JAMES #2
James i James jako siostry Boleyn, starający się zdobyć względy James, który udawał Henryka VIII. James, który udawał Lorda Byrona na odwyku.
JAMES #1
A James i James jako Sherlock Holmes i Doktor Watson?
JAMES #2
I tylko przypadkiem, okazał się potem, że są gejami!
JAMES #1
No i nieśmiertelny James, jako Doktor Jekyll i Mr Hyde.
JAMES #2
Tak. To były wspaniałe chwile. I nawet Chińczycy wydawali się jacyś milsi.
JAMES #1
A to już jest spory wyczyn.
Krępująca cisza, znowu ogarnia bohaterów. Biorą kolejne kiełbaski i zaczynają je jeść. Tym razem równocześnie z obu stron kadru uciekają różni ludzie.
JAMES #2
Wiesz co, smak tych kiełbasek, przypomina mi obiady w Oxfordzie.
JAMES #1
Coś w tym jest smakoszu. Tam też jedzenie było obrzydliwe.
JAMES #2
Ale przyznasz James, że poza jedzeniem, wszystko było na najwyższym poziomie!
JAMES #1
Całym sobą przyznaję ci racje. Czas spędzony w Oxfordzie na pewno nie był czasem straconym. Wiesz James, że to tam nauczyłem się pierdzieć z pod pachy i grać w Trzy karty?
JAMES #2
A ja zawsze wolałem sport. Reprezentowałem nawet uniwersytet w polo. Powiem ci James, że sama gra nie dawała mi tyle frajdy, co ustawki po meczu. Jakbyś widział, jaki łomot spuściliśmy drużynie Cambridge!
JAMES #1
Moja mamusia od zawsze mi powtarzała, że wykształcenie uniwersyteckie to podstawa!
JAMES #2
James, twoja matka to była święta kobieta.
JAMES #1
Pomijając oczywiście fakt, że była tanią prostytutką uzależnioną od hazardu i opium.
JAMES #2
To są szczegóły. Zresztą nie o tym rozmawialiśmy James!
JAMES #1
Przepraszam, taka mała dygresja. Ja natomiast zawsze lubiłem śpiewać i kiedy tylko ogłoszono zapisy do chóru, od razu się zgłosiłem. Wyobraź sobie James, pięćdziesięciu młodych, zdrowych i silnych młodzieńców śpiewających razem wzniosłą pieśń Francja do gazu!
JAMES #2
To chyba nasza najlepsza patriotyczna pomponetka.
JAMES #1
Faktycznie. Ma miłą, wpadającą w ucho melodię i prosty tekst.
JAMES #2
Szkoda, że już nie można jej śpiewać.
JAMES #1
Dlaczego James?
JAMES #2
A dlatego mój drogi, że Francji ani Francuzów już nie ma i cała frajda ze śpiewania jej, pierzchła niczym spłoszony królik.
JAMES #1
Miałeś mi nie przypominać James!
JAMES #2
Wybacz.
Zapada kolejna krępująca cisza. Jamesy stoją i patrzą w przestrzeń. W czasie dialogu, za ich plecami przechodzi grupa ludzi w roboczych ubraniach.
JAMES #2
Ha! Dlaczego nie pomyślałem o tym wcześniej! Przecież gdzieś w fabryce ukrytych jest dwanaście butelek przedniej Cherry!
JAMES #1
Dopiero teraz o tym mówisz, James mój chłopcze!?
JAMES #2
Tak mi się teraz przypomniało, James. Pamiętam jak ojciec mi o tym opowiadał! Zawsze w czasie pracy, lubili sobie popijać Cherry. Mówili, że wtedy lepiej im się pracuje.
JAMES #1
Tak i to ich popijanie, nie ma nic wspólnego z bankructwem tej fabryki.
JAMES #2
James, James, uległeś paskudnej propagandzie dyrektora fabryki. Przecież to jasne, że była źle zarządzana przez tego marnego psa!
JAMES #1
Ale w czasie, kiedy był dyrektorem, obroty wzrosły o 200%.
JAMES #2
Propaganda! Czysta propaganda!
JAMES #1
Komu mam wierzyć, jak nie tobie James.
JAMES #2
Właśnie! Dobra James, dosyć tego czczego gadania! Chodźmy poszukać Cherry!
Obaj udają się w kierunku fabryki. Nagle James #1 staje.
JAMES #1
James! A co z grillem? Przecież, ktoś może nam go ukraść!
JAMES #2
James głuptasku, nikt go nam nie ukradnie, ponieważ jesteśmy jedynymi mieszkańcami szlachetnej wyspy, jaką niewątpliwie jest Wielka Brytania.
JAMES #1
Opętał mnie duch dobrej zabawy i zapomniałem o tym drobnym szczególe.
JAMES #2
Skoro wszystko jest jasne, chodźmy już James!
James #1 i #2 idą do fabryki. Kamera zostaje w miejscu. Widać grill, na którym pieką się dwie ostatnie kiełbaski. Po chwili w kadr wchodzą MĘŻCZYZNA i KOBIETA, którzy podchodzą do niego.
MĘŻCZYZNA
Widziałaś, całkiem im się te kiełbaski spiekły.
KOBIETA
Wyglądają lepiej niż ostatnio.
Biorą po kiełbasce i kromce chleba. Polewają je keczupem i musztardą i zaczynają jeść.
KOBIETA
(wypluwając kawałek kiełbaski)
Myliłam się.
MĘŻCZYZNA
A mi smakuje.
KOBIETA
Tobie smakuje wszystko.
MĘŻCZYZNA
Czy na pewno cała ekipa się schowała?
KOBIETA
Tak. Martwi mnie tylko jedno, przecież w tej fabryce nie ma już butelek z Cherry.
MĘŻCZYZNA
Ano nie ma. Wypiliśmy ją, kiedy pierwszy raz po wybuchu przeszukiwaliśmy fabrykę.
KOBIETA
Na pewno nic nie zostało?
MĘŻCZYZNA
Tak jak mówił James, znaleźliśmy dwanaście butelek.
KOBIETA
Dobra, w takim razie jak myślisz, ile zajmie im szukanie?
MĘŻCZYZNA
Z godzinę spokojnie. Przynajmniej nam tyle zajęło.
KOBIETA
No to zrobimy sobie chwile przerwy.
MĘŻCZYZNA
I pomyśleć, że od wybuchu minął już ponad rok, a oni dalej myślą, że są sami na Ziemi.
KOBIETA
Doktor mówił wyraźnie, że muszą żyć w takim przekonaniu. Kolejny silny wstrząs może być dla nich zgubny.
MĘŻCZYZNA
Nie zginęli podczas wybuchu, to lekki wstrząs im nie zaszkodzi.
KOBIETA
Jesteśmy im to winni. Tylko dla nich nie było miejsca w schronie.
MĘŻCZYZNA
A czy to moja wina, że się spóźnili?!
KOBIETA
Nie marudź, tylko jedz.
Kobieta i mężczyzna milkną i zaczynają jeść. Rozglądają się po okolicy. Nagle mężczyzna dostrzega Jamesów, którzy wychodzą z fabryki.
MĘŻCZYZNA
Wracają chowaj się!
KOBIETA
Miała być godzina!
MĘŻCZYZNA
Ale nie jest! Uciekamy!
Para chowa się, w popłochu, w krzakach. James #1 i James #2 powoli podchodzą do grilla.
JAMES #2
Nie wiem, co się stało James. Cherry po prostu wyparowała.
JAMES #1
Spokojnie James, mamy przecież kiełbaski.
JAMES #2
Dzięki Bogu James, dzięki Bogu. Daj mi jedną, jeśli możesz.
James #1 nachyla się do grilla. Po chwili odwraca się w kierunku Jamesa #2
JAMES #1
Wiesz co James, kiełbasek też już nie mamy.
JAMES #2
A to niechybny znak, że pora kończyć nasze przemiłe barbecue.
JAMES #1
Zbierajmy się w takim razie.
Zaczynają składać wszystko. James #2 odnosi grilla do fabryki, a James #1 brykiet w krzaki. Cały czas obserwują ich kobieta i mężczyzna.
JAMES #2
Ale nie ma tego złego James. Możemy w drodze powrotnej wstąpić do Ślepej myszy na małego.
JAMES #1
Cudowny pomysł James! W takim razie w drogę!
JAMES #2
W drogę!
James #1 i #2 odchodzą, zostawiając puste miejsce. Po chwili z krzaków wychodzą mężczyzna i kobieta.
KOBIETA
Oni są dziwniejsi, niż myślałam.
MĘŻCZYZNA
Masz całkowitą rację. Przecież Ślepej myszy już nie ma!
Kobieta patrzy przez chwilę na mężczyznę, zrezygnowanym wzrokiem. Po chwili oboje idą w kierunku fabryki i znikają w jej wnętrzu.
KONIEC















Comments
--
shit happens.
--
How am i not myself?
--
How am i not myself?
Previous PageNext Page